- To wydarzenie przez to w jaki sposób ono do nas dotarło było i jest niedomknięte, bardzo dużo rzeczy związanych z tym wydarzenie nie rozumiemy i bynajmniej nie chodzi o historyczna polemikę kto zawinił, kto jest za to odpowiedzialny – mówi Tomasz Śpiewak, dramaturg.
Chodzi o pokazanie szerszego kontekstu, jak te wydarzenia sprzed 71 lat wpływają na współczesność.
- To bardzo często stawało się jakimiś tajemnicami lokalnymi, a kolejne pokolenia dowiadywały się o tym bardzo późno – mówi Tomasz Śpiewak, dramaturg.
Przez wiele lat przyczyny i konsekwencje pogromu kieleckiego były tematem tabu, a dyskusje o tej zbrodni wciąż nie są wolne od emocji.
- Naszym zadaniem jest zadawanie widzom pytań, których sobie nie zadają, albo nie ma takich przestrzeni gdzie one padają, po to jest sztuka – mówi Remigiusz Brzyk, reżyser.
Twórcom spektaklu udało się dotrzeć do listu Elżbiety Kowalewskiej, aktorki kieleckiego teatru, list został napisany 6 lipca 1946 roku. Artystka ze względu na panujący antysemityzm, porzuciła pracę i opuściła miasto.
- Moim marzeniem było, aby Elżbieta Kowalewska powróciła na scenę – mówi Tomasz Śpiewak, dramaturg.
Elżbieta Kowalewska powraca, grana przez inną aktorkę, ale także przez swojego syna, Krzysztofa Kowalewskiego, który gościnnie pojawi się w przedstawieniu. Premiera sztuki „1946” w Teatrze imienia Stefana Żeromskiego już w najbliższą sobotę o godzinie 19.00.











Napisz komentarz
Komentarze