To był spokojny wieczór. 10 kwietnia, jedna z sąsiadek przechodząca ulicą Koszykową w Suchedniowie zauważyła wydobywający się dym z poddasza jednego z domów. Zaalarmowana rodzina szybko ewakuowała się z budynku. Można mówić tu o wielkim szczęściu, choć sytuacja wesoła nie jest.
Straż została wezwana prawdopodobnie też przez tę sąsiadkę. Najprawdopodobniej gdyby to działo się w nocy, nie przeżylibyśmy tego. Po prostu by nas zaczadziło. W domu tego w ogóle nie odczuwaliśmy, gdyby to trochę później zostało zauważone, być może spłonął by cały dom - mówi Ryszard Wiśniewski, poszkodowany mieszkaniec.
Tylko dzięki szybkiej reakcji udało się opanować pożar i zniszczeniu uległo jedynie poddasze budynku. Temperatura była tak duża, że stopiła żarówki. Straż, dzięki kamerom termowizyjnym, ustalała zarzewia ognia, które formowały się pod deskami. Wycinała je i dogaszała. Cała akcja trwała 2 godziny i pozostawiła rodzinę z dużym problemem.
Dach jest kryty blachą, jest przestrzeń, papa i deski. To wszystko zaczęło się palić. Więźba dachowa jest spalona w ponad połowie i cały dach jest zwęglony. Nie nadaje się to do remontu, trzeba to zburzyć i wybudować nowy - dodaje Pan Ryszard.
Koszt naprawy dachu to nawet 100 tysięcy złotych. Rodzina prosi wszystkich ludzi dobrej woli o pomoc. W tym celu uruchomiono zbiórkę internetową na platformie pomagam.pl. Link do zbiórki:










Napisz komentarz
Komentarze